Strona:PL Józef Bliziński - Marcowy kawaler.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
Ignacy.

Ale dajże mi pokój.

Pawłowa.

Jak pan wyjedzie, to przecie ani Boże daj powrócić, zaraz długo w noc siedzieć...

Ignacy (głaszcząc ją).

Ale gdzież tam, powrócę wcześnie... (do Heljodora) No, jedźmy...

Heljodor (cicho).

Słuchaj Ignacy, lepiéj dajmy pokój, bo się to na nic nie zda.

Ignacy.

O, nudny jesteś.

Heljodor (j. w.)

Przepowiadam ci, że czy chcesz, czy nie chcesz, skończy się na tém, że zrobisz tak, jakem ci radził.

Ignacy.

Sam nie wiész, co gadasz duszko... No, służę ci... (wyprawia go naprzód, oglądając się mimowoli na Pawłowę, z progu ostrożnie przesyła jéj od ust pożegnanie, a widząc, że ona niby tego nie uważa, woła po cichu) Marysia, pst! Marychna!