Strona:PL Humorystyczne kolendy szopki ludowej.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kolenda Zięcia
(Na nutę „przyb. do Betlejem pasterze“)

Znałem zięcia co był dobry w to wierzę
Bo z teściową razem klepał pacierze
Mył garnki i szorował
Podłogi froterował aż miło, aż miło.
A we święta w pięknej zgodzie pospołu
Zasiadali do wigilji do stołu
By więc tradycja była
Choinka się świeciła co roku, co roku.
Więc i teraz strojąc wdzięczną swą minę
Kazała mu kupić świczek — choinę.
Dwie dychy złotych dała
I z domu go wygnała na plac Kercelego.
Przyleciał zięć na Kercelak aż zgrzany
Kupić chojak dla teściowej kochanej,
Lecz spotkał znajomego
Więc wdepli na jednego małego, małego
I tak sobie wesolutko podpili
Że aż się w komisariacie zbudzili
A że się tak uchlali
Protokulik dostali pięć złotych od łebka —
A gdy do dom zięć powrócił nad ranem
W łeb oberwał od teściowej polanem,
Oj jaka draka była bo teściowa waliła
Co w rękę popadło — —B.




Nakład: „Wydawnictwa Aktualne“, W‑wa Skorupki 5[1]


Zakł. Graf. „Nowa Książka“. Elektoralna 25.[1]


  1. 1,0 1,1 Przypis własny Wikiźródeł Nieczytelne, tekst zaklejony naklejką. Uzupełniony z innego druku tego wydawnictwa