Strona:PL Hugo Zathey - Antologia rzymska.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy wspomnę, ilem dobra utracił na wieki,
Jeszcze teraz z pod mokrej płynie łza powieki.
Dzień ów nadchodził, w którym Cezara wyrokiem
Miałem się wiecznie żegnać z miłym Włoch widokiem.
Do wybrania się myśli, ni czasu nie było;
Krew ostygła w mych piersiach, serce ruch straciło.
Ni ja sług, ani dobrać towarzysza mogę,
Ni o zwykłe potrzeby mam staranie w drogę.
Zmartwiałem: jak gdy kogo grom nieba ogłuszy,
Żyję nie czując w sobie żadnej władzy duszy.
Lecz gdy sam zbytek żalu rozpędził te burze
I obumarłej czułość przywrócił naturze,
Ozwę się do przyjaciół w tej ostatniej chwili,
Co z wielu przecie jeden i drugi przybyli.
Zona mnie płaczącego płacząca ściskała.
Po jej zdrapanem licu rosa łez spadała.
Córka, gdzieś pod Libii niebo przeniesiona,
U losie mym nie mogła być uwiadomiona.
Gdzieś spojrzał, wszędy łkania, wszędy jęki brzmiały,
Płaczliwego pogrzebu był wzorom dom cały.
Męże, niewiasty płaczą, płacze dom stroskany,
Każdy zakąt był łzami rzewnemi oblany.
Jeśli wielkie z małemi porównać przystoi,
Zdobytej niegdyś taka była postać Troi.
Ucichły ludzkie mowy i psów nawet głosy,
Już blady księżyc w górne wzbijał się niebiosy;
Na ten patrząc i widząc z mym domem zetknięto
Mury Kapilolium wspaniałe i świcie,
»Bogowie« — rzeknę — »i wy, gmachy tryumfalne,
Świątynie, raz ostatni mym oczom widzialne;
Bóstwa, których Rzym czujnej doznaje opieki,
Stróże twierdzy Kwiryna, żegnam was na wieki.
Choć późno biorę puklerz, gdy z rany krew sączy,
Niech przynajmniej nienawiść z klęską się nie łączy.
Jaki błąd mnie omamił, powiedzcie mu szczerze,
Niech mąż boski pomyłki za zbrodnię nie bierze.
Sprawcy nieszczęścia mego objawcie, co wiecie;
Gdy zbłagam boga, biednem nie będzie me życie«.
Takie-m niósł w niebo modły i podobne żona.
Jej mowa gęstem łkaniem była przytłumiona.
Rozczochrana przed ołtarz domowy się ciska,
Drżącemi usty zgasłe całując ogniska,
Łaje bogom domowym, na ich gniew się żali.
Próżna rozpacz, co męża zguby nie oddali!
Lecz już noc blizka końca wszelką zwłokę skraca.
Już Parrazys swe koła od osi odwraca.