Strona:PL Hugo Zathey - Antologia rzymska.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że gdy przechodzę, wskazują palcami:
Patrzcie, mistrz idzie, nasz rzymski lutnista!
Jeślim natchniony, jeśli oklask da mi
Każdy, w tem twoja pomoc oczywista.
Tłóm. Lucyan Siemieński.

Do Lolliusza
(ks. IV. oda 9: »Ne forte credas interitura«).

O nie myśl, żeby pieśń ta przebrzmieć miała,
Com ją, nad szumnym Aufidem zrodzony,
Składał, a lutnia moja wygrała
Nowymi rytmy i tony.

Jeśli meoński Homer w pierwszym rzędzie,
To Pindar, Cejczyk nie są zapomnieni
I groźny Alcej z nimi żyć będzie
Obok Stezychora pieni.

Anakreonta krotochwilne śpiewy
Wieki szanują; i dziś wieje dusza
Z płomiennych strofek eolskiej dziewy,
Budzi tęsknotę i wzrusza.

Nie tylko jedna Helena z Lakonii
Dała się gacha usidłać kędziorem
I złotolitą szatką, gdy do niej
Zajechał królewskim dworem.

Najpierwszą z łuku cydońskiego strzałę
Teucer wypuścił; nie sam Stenel pierwszy
Lub Idomenej wyłączną chwałę
Zdobył i godzien wierszy.

Ilion nie tylko raz był oblężony
I wprzód, gdy mury wróg ściskał taborem,
Pierśmi zasłaniał dzieci i żony
Nie sam Deifob z Hektorem.

I wprzód heroje bywali niezwykli,
Ale zstąpiwszy do ciemnej otchłani,
Swoich poetów nie mając, znikli
Nieznani, nieopłakani.