Strona:PL Gustaw Daniłowski - Wrażenia więzienne.pdf/84

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    obywatele, nóż do domu — sprowadzał go napowrót...
    Słoń — rzeźbiarz z zawodu, gospodarował nam świetnie, wstawał pierwszy, by nastawić herbatę, przygrzewał obiady, kombinował rozmaite potrawy, a w wolnych chwilach lepił śliczne ramki z chleba. Żałowaliśmy go szczerze, gdy wyniósł się na oddział. Jego następca, bojowiec-Zygmunt znakomicie podobno strzelał, ale talentem kulinarnym nie odznaczał się wcale.
    Pomimo wszystkie wady szpitala, więźniowie doń się garną, ma on bowiem jedną olbrzymią atrakcyę mianowicie, choć zakratowane, ale normalnej wielkości i normalnie umieszczone okna, z których widać kawał nieba, plac, podwórze, bramę i skrawek Dzielnej ulicy. Do tych okien tęskni się w celi, dla nich symuluje się nieraz chorobę, dzięki im szpital staje się jakby okiem całego więzienia i jednocześnie ustami. Ze szpitala widzi się, kto wchodzi, kto wychodzi, kogo przywieźli, ile kobiet z wałów-