Strona:PL Gustaw Daniłowski - Wrażenia więzienne.pdf/23

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Było już po siódmej. Błyszczały sznury latarni, gorzały witryny sklepowe, wesoło brzęczały sanki, prószył drobny śnieg i ubielona publiczność snuła się trotuarami.
    Obserwując ją, miałem sposobność przekonać się, jak dalece Warszawa przyzwyczaiła się do tego rodzaju widowisk, jakie stanowił nasz kondukt.
    Przyglądano nam się prawie obojętnie, ten i ów obejrzał się, rzadko kto przystanął, ani śladu tego tłumu gapiów, który dawniej eskortował pojedynczo aresztowaną osobę.
    W jednem miejscu tylko jakieś dwie kobiety w chustkach zaczęły głośno lamentować:
    — Jezu, Jezu, znowu tylu prowadzą — takie młode panienki, i szły chwilę za nami zawodząc i narzekając.
    Żołnierze wciąż pokrzykiwali: „nie raztiagiwajsia! płotniej, płotniej“! usiłując zbić nas w jak najściślejsze szeregi, które rozciągaliśmy z umysłu, chcąc wywołać wielko-