Strona:PL Gould - Gwiazda przewodnia.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tego Jerzy nie mógł nigdy potem, mimo najstaranniejszych poszukiwań, natrafić na jej ślad.
— Należało wtedy wybadać Bodmana — rzekł sędzia Gray. — Czy straciłeś go pan zupełnie z oczu?
— Kompletnie. Był to człowiek nałogowy, skutkiem czego został od nas wydalony. Przyjął to jednak bardzo obojętnie, o ile pamiętam.
— Bo niezawodnie przywłaszczył sobie sumę przeznaczoną dla pani Clive — zauważył sędzia.
— Na Boga! że mi też to wpierw nigdy na myśl nie przyszło! — zawołał pan Percy Clive, uderzając się w czoło. — Najniezawodniej tak zrobił, nikczemnik! Cóż teraz począć? Podać o nim ogłoszenie do gazet?
— Zapewne, że trzeba, żądając od ludzi jakichkolwiek o nim informacyj.
— Smutno pomyśleć, iż trafiliśmy na ślad biednego dziecka, aby go zaraz utracić! — rzekł pan Clive zamyślony. — Przypuszczam, że pan sędzia stracił także wszelką nadzieję odszukania jej.
— Tak sądziłem aż do dnia wczorajszego — rzekł sędzia.
— Co pan mówisz!? — wykrzyknął gość, zrywając się. — Czyżbyś co nowego o niej usłyszał?
— Zdaje mi się — odparł sędzia, uśmiechając się. — Otrzymałem wczoraj list od pana Wildera, który mi pisze, że ajent policyjny, któremu poruczył kiedyś tę sprawę, zgłosił się do niego w zeszłym tygodniu, mówiąc, iż pewna kobieta, imieniem Nancy, przyszła do policyjnego więzienia odwiedzić umierającą starą pijaczkę, która poranioną została w bójce ulicznej. Zdarzyło się szczęśliwie, że ajent ten znajdował się w izbie podczas tych odwiedzin i z rozmowy Nancy dowiedział się, iż głównym celem jej przybycia było wydobycie od starej kobiety zeznania, dotyczącego jakiejś skradzionej przed laty dziewczynki. Ajent, łakomiąc się zapewne na sutą nagrodę, obiecaną przez pana Wildera, wpadł na myśl wybadania obu kobiet. Stara Molly zaklinała się zrazu, iż o niczem nie wie, ale wkońcu, czując, iż śmierć się zbliża, zeznała, iż podniosła dziecko na schodach, przed bramą dużego czerwonego domu, położonego przy ulicy N., opodal alei Madsona. Otóż okazuje się, iż dom ten jest własnością pana Wildera.
— I gdzież się to dziecko podziało? — skwapliwie zapytał pan Clive.
— Tego pan Wilder nie umiał mi powiedzieć. Udał się on zaraz z ajentem policyjnym do Nancy, która mu powiedziała,