Strona:PL Gould - Gwiazda przewodnia.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Pani Randolph z Filadelfji zaopiekowała się mną, a ojciec jej, pan Clive, łożył na moje wychowanie. Przybyłam tutaj w charakterze nauczycielki.
Doktór Boddy pięścią uderzył się w czoło.
— Delirium tremens do reszty pozbawiło mnie zmysłów! Zapomniałem, do licha, o tym wieczorze!...
Marjorie ze zdumieniem patrzała na niego.
— Czy nie występowałaś kiedy w żywych obrazach w domu pana Clive? — zapytał. — Otóż ja byłem obecny na tem przedstawieniu.
— Pan?
— Tak; nie patrz z takiem niedowierzaniem. Gdy jestem przebrany i mam perukę na głowie, wyglądam jak każdy z waszych salonowców. Jedna z waszych filadelfijskich piękności bardzo była uprzejma tego wieczoru dla pana Rogersa.
— Rogers? — szybko podchwyciła Marjorie, blednąc. — Czy pan nie jesteś tym, na którego obławę urządził pułkownik Hayes?
— Skąd to wiesz? — zakrzyknął, chwytając gwałtownie jej rękę.
W tej chwili drzwi się uchyliły zlekka.
— Czy pannusia już gotowa? — spytał Kato.
— Za chwilę — odparł doktór Boddy, potem zwracając się szybko do Marjorie, rzekł: — Życie moje w twoich jest rękach. Możesz iść w tej chwili zadenuncjować mnie temu człowiekowi, ale jeżeli to uczynisz, przysięgam, że umrę, unosząc tajemnicę pochodzenia twego ze sobą. Jeżeli zaś podejmiesz się ukryć mnie w bezpiecznem miejscu przez trzy dni, to jest do czasu jak pogoń minie, przyrzekam, że wyjawię ci nazwisko człowieka, który według wszelkiego prawdopodobieństwa jest twoim ojcem. Przysiąc ci na to nie mogę, ale mam wszelkie dane po temu. Jesteś bowiem żywym obrazem kobiety, która, mniemam, że była twoją matką. Masz więc do wyboru...
Marjorie rozpaczliwie załamała ręce.
— Nie mogę tego uczynić sama — rzekła — ale jeżeli znajdę sposobność poradzenia się mistress Frost, to ona może wpadnie na jaki pomysł. Jutro rano przyjdę z odpowiedzią. Idę już, Katonie — dodała i rzuciwszy wyraz politowania temu, który tak okrutnie obszedł się z nią, szybkim krokiem wróciła ku domowi.
Miss Debby, wszedłszy w pół godziny później do pokoju Marjorie, zastała ją klęczącą pod oknem z twarzą całą wilgotną od łez.