Strona:PL Gould - Gwiazda przewodnia.djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Żona jego Judyta, nie chcąc dłużej trzymać u siebie sierotki, postanowiła odesłać ją do brata nieboszczyka swego męża, do owego Terencjusza. W całej tej historji jedynym porządnym człowiekiem wydał mi się ów Irlandczyk, który przyprowadził dziewczynkę do dyliżansu. Jest to niejaki Barnej Brian, skrzypek z powołania, jak Zuzanna utrzymuje, bardzo poczciwy człowiek. Widziałem się z nim dzisiaj, przejeżdżając przez Wyn, i poczciwiec aż się rozpłakał z wdzięczności, gdy mu powiedziałem, że chcę się zaopiekować losem małej jego protegowanej.
— O! papo! sprowadź ją tutaj! — z uniesieniem zawołał Rex
— Ależ, Reginaldzie... — zaprotestowała miss Rachela.
— Właśnie chcę się w tym względzie poradzić babci, i ciebie, siostro — rzekł sędzia, zwracając się ku niej.
Zaufanie brata widocznie pochlebiło miss Racheli.
— Czyż naprawdę myślisz wziąć tę małą Irlandkę do swego domu, Dżemsie? — spytała.
— Nie mam zamiaru ulokować jej tutaj na stałe, ale przynajmniej na jakiś czas, nim nawyknie do obcego otoczenia. Przychodzi mi na myśl prosić babcię, aby ją przyjęła do swojej ochronki. Cóż ty na to, Rachelo?
— Możeby to dało się zrobić, ale nie wiem, czy opiekunki tego schronienia przyjmują dzieci z innej prowincji.
— Głupstwo! — przerwał Rex, wybuchając.
— Zapominasz się, Regie!
— Ale bo, przepraszam cioteczkę, bo wiem, że babunia nigdy nie odmówi miłosierdzia dla biednego dziecka, którem się papa interesuje. Czegoby babunia nie zrobiła dla papy.
— Uspokój się, moje dziecko. Otóż Rachelo, myślę pójść do babci i o tym interesie zaraz z nią pomówić. Stevens obiecał mi przywieźć tu tę maleńką i chciałbym o to napisać do niego jutrzejszą pocztą.
— Ależ, mój drogi Dżemsie — rzekła miss Rachela, przerażona wprowadzeniem tego obcego i nieznanego żywiołu do rodzinnego swego kółka — czyż nie wypadałoby, abym wpierw napisała do mistress Merill, zapytując o tę małą? Wszakże należy zachować pewne ostrożności...
Figlarne oczy Rexa poczęły mrugać znacząco, lecz ojciec, unikając spotkania z jego wzrokiem, odparł siostrze łagodnie:
— Nie trafi się prędko druga taka dobra sposobność; trzeba korzystać z propozycji Stevensa. Zresztą poinformowałem się już dokładnie o wszystkiem.
— Rex, zbieraj się. Pójdziemy do babci.
Jednym susem chłopiec skoczył na górę po czapkę i wybiegł