Strona:PL Giovanni Verga - Rycerskość wieśniacza.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Santuzza. Zostawcie mnie w spokoju!
Brasi. Ach! Do djabła! Ja przecież cię nie zjem! Jakby to cały świat nie wiedział, że...
Santuzza. Dajcie mi spokój!
Pippuzza. (wchodzi szybko z lewej, zadyszana). Czy ja się nie spóźnię na mszę? Powiedzcie Brasi?
Brasi. Biegnij prędziutko, to się może nie spóźnisz. (Pippuzza wychodzi — Brasi do Santuzzy). Widzisz... bo ja to tak samo się załatwiam jak nasz dzwonnik, który zwołuje ludzi do kościoła, a sam siedzi sobie spokojnie u siebie w domu! (spogląda w ulicę po prawej, w głębi). Aha! — to dlatego ty chcesz być sama! — W tem cały sekret! (idzie do kościoła) No, to ja sobie pójdę. Nie będę wam przeszkadzać.

Scena II.

Turiddu Macca wchodzi szybko przez ulicę z prawej.
Santuzza ujrzawszy go, zaczyna drżeć i zrywa się z ławki.
Turiddu (zaskoczony): Ha! Santuzza! — Co ty tu robisz?