Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/543

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


świadczy sąsiadka moja, Trecca, Grassa, handlarka kiszek i człek pewien, który śmiecie w Santa Maria a Verzaia zbiera.
Z kolei zabrał głos Maso i, nie dając dokończyć Ribiemu, jął wrzeszczeć z całego gardła. Ribi nie dał się zwyciężyć. Obaj taki hałas piekielny czynili, że pojąć nie można było, o co im właściwie chodzi. Sędzia, chcąc ich zrozumieć, wstał i nieco ku nim się pochylił. Wówczas Matteuzzo wysunął rękę przez otwór między deskami, schwycił za brzeg obszernych portek sędziego i silnie je ku sobie pociągnął. W tem mgnieniu oka spodnie opadły, obnażając dostojne ciało sędziego. Na ten widok cała sala gromkim śmiechem wybuchnęła. Sędzia, spostrzegłszy, co mu się stało, chciał się zasłonić połami kaftana i usiąść na krześle, aliści Maso, trzymając go za jedną połę, a Ribi za drugą, nie dozwolili mu uczynić tego, owszem jeszcze lepiej go odsłonili, krzycząc jeden przez drugiego:
— Tak się nie godzi, panie sędzio! Widać wysłuchać mnie nie chcecie. Wszak o tak błahą rzecz nie będę skargi na piśmie podawał. Podobnego zwyczaju u nas niema.
Wśród takich i tym podobnych wrzasków trzymali długo sędziego za poły, wydając go na pocieszne widowisko zgromadzonemu ludowi. Wreszcie Matteuzzo wyszedł z pod katedry sędziowskiej i dał znak towarzyszom. Wówczas Ribi zawołał:
— Ha, skoro tak, to pójdę na skargę do syndyka.
Rzekłszy te słowa, puścił połę kaftana sędziego, Maso zasię krzyknął z udanym gniewem:
— Co się mnie tyczy, to będę tu tak długo przychodził, aż wreszcie posłuch znajdę!
Poczem obydwaj skoczyli w tłum, każdy w inną stronę i znikli.
Czcigodny sędzia, pieniąc się ze złości, stał na oczach wszystkich przytomnych bez spodni, tak jakby dobiero przed chwilą z łoża wyszedł. Pytał się dokoła, gdzie się podzieli ci dwaj ludzie, aliści gdy za odpowiedź tylko gromki śmiech usłyszał, zaklął się na jelita Chrystusa, że się dowie, czy we Florencji leży to w obyczaju, aby sędziom spodnie ściągać. Po pewnym czasie w samej rzeczy do podesty się udał. Podesta na wieść o tem uniósł się wielce, gdy mu jednak przyjaciele wytłumaczyli, że figiel ten wypłatany został w tym celu, aby pojął, że do Florencji winien sędziów a nie baranie głowy sprowadzać, zamilkł i uznał za lepsze sprawie tej rozgłosu nie nadawać.