Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/521

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


OPOWIEŚĆ II
Przypadki proboszcza z Varlugno
Proboszcz z Verlugno żonie kmiecia swój płaszcz w zastaw oddaje, poczem pożycza od niej moździerz i, odsyłając go, prosi o zwrot płaszcza

Wszyscy jednogłośnie pochwalili chytrą sztuczkę, którą Gulfardo chciwej medjolańskiej damie wypłatał. Poczem królowa, obróciwszy się do Pamfila, opowiadać mu kazała.
Pamfilo zaczął w te słowa:
— Piękne damy! Przychodzi mi na myśl historja, dotycząca owych filutów-księży, którzy, jeśli coś komuś dają, to jeno pod tą kondycją, że i sami wezmą. Gromią oni żony nasze i tylko wówczas skłonni są dać odpust za wszystkie grzechy, jeśli uda im się jedną z niewiast naszych otumanić. Wierę, pomyślećby można, że w Avignonie nie papież, jeno aleksandryjski sułtan siedzi.
My, ludzie świeccy, nie zdołamy im nigdy równą monetą odpłacić, mimo że z równą ich zapałowi gorliwością staramy się mścić się na ich matkach, siostrach, córkach i miłośnicach. Na dowód, jak można księżemu słowu wierzyć, chcę wam opowiedzieć ludową historję, niebogatą w fantazję, ale, wedle mego zdania, wielce krotochwilną.
W Varlungo, wioseczce niedaleko stąd położonej, żył niegdyś proboszcz, tęgi i zdrowy mąż, będący wielkim niewiast lubownikiem. W czytaniu i pisaniu niezbyt celował, umiał jednak w dni świąteczne pod cieniem wiązu świętem słowem krzepić gromadkę swoją. Gorliwość jego kapłańska objawiała się