Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


OPOWIEŚĆ II
Miłostki Archanioła Gabrjela

Opowiadanie Fiammetty przytomne damy do łez przywiodło. Gdy Fiammetta umilkła, król rzekł w te słowa:
— Chętnie oddałbym życie, gdybym za jego cenę mógł zaznać połowy tych rozkoszy, jakich Giuscardo z Ghismondą zażywał. Nie dziwujcie się, jeśli wam powiem, że w każdej godzinie tysiąc śmierci przeżywam, nieosłodzonych ani jedną chwilą szczęścia. Jednakoż nie będę mówił o sobie, ani też o Ghismondzie i Giuscardo. Niechaj Pampinea opowie nam jakąś smutną historję, przypominającą choćby w części los mój rozpaczny. Jeśli jej opowieść podobna będzie do noweli Fiammetty, to, ani chybi, kilka kropel rosy upadnie na płomień, trawiący pierś moją.
Pampinea, usłyszawszy słowa króla, pomyślała, że raczej życzenie swych towarzyszek wypełnić jest skłonna, niźli rozkaz króla; dlatego też postanowiła ucieszyć damy wesołą i krotochwilną opowieścią, a więc zaczęła w te słowa:
— Wśród ludu istnieje wiara, że jeśli ludzie hultaja za dobrego człeka poczytują, może on wiele złego czynić, a przecie nikt w to nie uwierzy. Dla ugruntowania tego przysłowia, mogę powiedzieć wam siła rzeczy, a takoż pokazać, jak obłudni mnisi bywają. Filuci ci w długich i szerokich habitach chodzą, obliczom swoim sztuczną bladość przydają i głosem pokornym a cichym o pieniądze proszą. Gromko i twardo obwiniają innych o występki, które sami popełniają; twierdzą przytem, że obowiązek nakazuje im przyjmować dary ludzi pobożnych, a takoż uważają, że tylko ci zbawienia dostąpić mogą,