Strona:PL Giovanni Boccaccio - Dekameron.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


znalazł. Ci, twierdząc, że powinien być jeszcze pierścień, nastawali na niego, aby dobrze szukał, lecz Andreuccio, udając, że szuka, przecie nic nie znajdował i trzymał ich przez pewien czas w niepewności. Łotrzykowie byli niemniej chytrzy od Andreuccia — powtarzając mu, aby dobrze szukał, w odpowiedniej chwili wyjęli podporę z pod płyty grobowca i uciekli. Andreuccio pozostał zamknięty w podziemiu. Łatwo sobie wystawić można, co czuć i myśleć musiał. Kilka razy próbował podnieść głaz barkami i głową, ale trudził się po próżnicy. Przenikniony boleścią niezmierną, zmysły postradał i zwalił się na ciało arcybiskupa. Gdyby go ktoś ujrzał w tej chwili, z trudemby odróżnił żywego od umarłego. Przyszedłszy do utraconych zmysłów, jął gorzko płakać, bowiem wiedział, że albo, jeśli nikt grobowca mu nie otworzy, będzie tu musiał zginąć z głodu i z zaduchu, wśród robactwa, albo też, gdy go tu ktoś zdybie, zawiśnie, jako złoczyńca na szubienicy. Ponurzony w takich rozpacznych myślach, usłyszał nagle w kościele kroki i rozmowę kilku osób, o których wniósł, że przyszli tutaj uczynić to, co on już z swymi towarzyszami uczynił. Strach jego wzrósł niepomiernie. Przybysze, otworzywszy grobowiec i płytę podparłszy, jęli się sprzeczać, kto pierwszy z nich wejdzie. Nikt się nie chciał zgodzić. Po długim sporze, ksiądz, należący do bandy, rzekł:
— Czegóż się obawiacie? Zaliż sądzicie, że was umarły pokąsa? Trupy nie jadają ludzi; ja tam wlezę. Rzekłszy te słowa, położył się na piersiach na skraju grobowca, wsunął głowę i spuścił już nogi, aby się do wnętrza dostać. Andreuccio podniósł się wówczas, chwycił księdza za jedną nogę, tak jakby go chciał na dół wciągnąć. Ksiądz, poczuwszy dotknięcie, wrzasnął strasznym głosem i jednym susem z grobowca wyskoczył. Pozostali jego towarzysze, zestrachani okrutnie, pognali, jakby ich sto tysięcy djabłów goniło, zostawiając grobowiec otwarty.
Andreuccio, wielce uradowany z tak niezwykłego obrotu sprawy, zaraz wylazł z grobowca i tą samą drogą, co wszedł, wyszedł z kościoła.
Już dzień świtać zaczynał; Andreuccio szedł z pierścieniem na palcu, gdzie go oczy poniosą, aż wreszcie stanął na brzegu morza i gospodę swoją odnalazł. Jego towarzysze i oberżysta całą noc czekali na niego, trwożąc się o jego losy.
Opowiedział im o swoich zdarzeniach. Oberżysta poradził mu, aby natychmiast Neapol opuścił. Andreuccio tak też uczynił i wrócił do Perugji, unosząc całe swoje mienie w pierścieniu.