Strona:PL George Gordon Byron - Manfred.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


PIERWSZY DUCH.

Posłuszny głosowi twemu,
Ze mgły spłodzonéj tchnieniem
Pomroki; purpury znamieniem
Przejrzystéj, — strojnéj w lazury,
Z pałaców moich nad chmury,
Mimo zakazy, lecę ku tobie
Po gwiazdy srebrnéj promieniu,
Śmiertelny twemu skinieniu
Posłuszny, — zaklęciu twemu!

DRUGI DUCH.

Góra biała[1], gór władczyni,
Nad chmury jéj wywyższone
Czoło, lodami wieńczone,
Tron jéj wykuty ze skały,
Płaszcz usnuły chmur nawały.
Przepaską sosny zielone,
Pleśnią stu zim obciążone
Zasypy, dolin zniszczenie
W jéj dłoniach; na me skinienie
Czekają; — co chcę z niemi
Zrobię; — popchnę je ku ziemi,
Lub zatrzymam!..... Pasmo tych gór,

  1. Mont Blanc.