Strona:PL Gallus Anonymus - Kronika Marcina Galla.pdf/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Dobry ten pośpiech. Lecz tu od przedsienia
Jakże ich rola natychmiast odmienna!
I tu modlitwa, tu chóry i pienia,
Wróżb nie czas — księżna nadzieją brzemienna!

Czołem więc Bogu! — gdyż Boża to sprawa,
W ziszczonych cudem ślubach Władysława,
Gdy syn spowity za niebios zrządzeniem,
Świat, Bolesławów znów zbudzi imieniem.

Złowieszczo może brzmi miano Judyty,
Lecz już to czasów odległość niezmierna,
Gdy z roki tegoż imienia kobiety,
Lud ocalała zgłada Holoferna.

Matka Judyta, z pieluch już dziecinie
Przepowie sławę która go nie minie,
Hartując serce do boju, do wrzawy —
I nam też pora zajrzeć w jego sprawy[1].






  1. Dziwna to rzecz wcale, po dawno wyszłym z użycia Stryjkowskim i tym podobnych, spotykać dzisiaj pewną osnowę dziejową, na miary wiersza rozliczoną. Dla samej wierności przecież nie odstępujemy od tej formy średniowiecznej. Mogliśmy nawet nie siląc się na rymy, wyręczyć się w części, kiedyś odczytywanemi próbami przekładów wierszowanych, jak: Ant. Czajkowskiego lub Salezego Dmóchowskiego. Ale w ciągu roboty nie wpadły nam do ręki. Więc się obywamy, porywając się na próbę jeszcze jedną. Nie odstrychnie się ona, sądzimy, przynajmniej pod względem oddania myśli, tak dalece od pierwowzoru — bez zachowywania nawet jego form kantyczkowych. Co do samej osnowy epilogu, wyłoży ją następnie raz jeszcze nasz autor prozą, w końcu 1-ej księgi.