Po każdym pocałunku, po każdym uścisku, osamotnienie się zwiększa, A jakie okropne! Czyż jeden z poetów, M, Sully Prudhomme, nie napisał:
To miłości biednej bezowocnej próby,
A później kończy się wszystko, zaledwie możemy rozpoznać kobietę, która przez chwilę była wszystkiem w naszem życiu, lecz której myśli, banalnych prawdopodobnie, nie znaliśmy nigdy!
Nawet w chwilach, kiedy się zdawało, że w tajemniczym akordzie dwóch istot, w najzupełniejszem zjednoczeniu pragnień i porywów, wniknęliśmy w głębię jej duszy, jeden często wyraz, jeden, jedyny wyraz wykazał nam naszą pomyłkę i jako błyskawica wśród nocy oświetlił dzielącą nas czarną przepaść.
A przecież najlepszym jeszcze w życiu jest wieczór, spędzony u boku ukochanej kobiety, w milczeniu; w błogiem tylko upojeniu samą jej obecnością. Więcej nie żądajmy, gdyż nigdy dwie istoty nie mogą się zjednoczyć w zupełności.
Co do mnie, zamknąłem już swą duszę. Nikomu teraz nie mówię, w co wierzę, co myślę, co kocham. Wiedząc, że jestem skazany na straszną samotność, patrzę na rzeczy, nie wyjawiając swego zdania. Cóż mnie mogą obchodzić różnorodne sądy, spory, przyjemności, przekonania! Nie mogąc się z nikim podzielić, zobojętniałem dla wszystkiego. Myśl moją pozostawiam w ukryciu, a na pytania, jakiemi mię codzień obrzucają, mam pewną ilość odpowiedzi zdawkowych i uśmiech znaczący: „tak“, gdy mi się i mówić nie chce.
Czy mnie rozumiesz?