Wydaję ci się cokolwiek szalonym, nieprawdaż?
Posłuchaj mię. Od chwili, kiedy uświadomiłem sobie osamotnienie całej mojej istoty, zdaje mi się, że zapadam w jakieś ciemne podziemie, którego nie widzę brzegów, nie znam końca, a które może, może nie ma kresu! Zanurzam się w nie, nie mając nikogo z sobą, nikogo wokoło siebie, nikogo z żywych istot, idących tą samą ponurą drogą. Owo podziemie — to życie. Czasami słyszę hałas, głosy, krzyki... zbliżam się ku nim poomacku. Ale nie wiem nigdy naprawdę, skąd one pochodzą; nie spotykam nigdy nikogo, nigdy drugiej ręki, wśród otaczających mię ciemności, Czy mię rozumiesz?
Niektórzy ludzie odgadywali czasem to straszne cierpienie.
Musset wołał:
„Nikit!“ — zegar się odzywa.
Ale u niego było to tylko chwilowem zwiątpieniem, a nie taką jak u mnie zabójczą pewnością. Był poetą; wypełniał życie wizjami, marzeniami, nie był więc nigdy zupełnie sam. Ja jestem sam!
Gustaw Flaubert, jeden z najnieszczęśliwszych tego świata, bo jeden z najjaśniejszych umysłów, czyż nie napisał do swej przyjaciółki rozpaczliwych słów: „Wszyscy żyjemy, jak na pustyni. Nikt nie rozumie drugiego“.
Nie, nikt nie rozumie drugiego, cokolwiekby się o tem myślało, mówiło, robiło. Czy ziemia wie, co się dzieje wśród tych gwiazd, jak ziarnka ognisk, rzuconych w przestrzeń tak daleko, że dostrzegamy zaledwie blask niektórych, gdy niezliczone szeregi innych giną w nieskończoności, będąc może tak