Widząc, że już wszystko skończone, rzuciła strzelbę w płomienie. Rozległ się wystrzał.
Nadchodzili ludzie, wieśniacy, prusacy.
Zastali kobietę siedzącą na pniu drzewa, spokojną i zadowoloną. Oficer niemiecki, który mówił po francusku, jak rodowity francuz, spytał:
— Gdzie żołnierze pani?
Wyciągnęła swoją chudą rękę, i wskazując czerwone zgliszcza gasnącego pożaru, odpowiedziała silnym głosem:
— Tam!
Ciśniono się koło niej. Prusak zapytał:
— Jak powstał ogień?
Odrzekła:
— Ja go podłożyłam.
Nie wierzono jej. Myślano, że ruina majątku pozbawiła ją nagle zmysłów. Wówczas widząc, że ją otacza tłum ludzi, opowiedziała całą rzecz od początku do końca, od nadejścia listu do ostatniego krzyku spalonych wraz z chałupą ludzi.
Wszystkie uczucia, które nią miotały, i wszystko, co zrobiła, opowiedziała z największą dokładnością, nie pomijając żadnego szczegółu.
Skończywszy, wyjęła z kieszeni dwie kartki papieru, i ażeby rozróżnić je przy ostatnich błyskach ognia, poprawiła jeszcze swoje okulary i rzekła: To, to jest śmierć Wiktora. — Wyjąwszy drugą dodała, wskazując głową na czerwone gruzy: — To są ich nazwiska, abyśmy napisali do ich rodzin. — Podała spokojnie białą kartkę oficerowi, który trzymał ją za ramiona.
— Napisz im pan, jak się to stało i powiedz rodzicom, że to ja zrobiłam, ja Wiktorja Simon Dzika! Nie zapomnij pan.
Oficer wydał rozkaz po niemiecku. Schwycono
Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/54
Wygląd
Ta strona została przepisana.