Przejdź do zawartości

Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

wagi. Wszakże nie był to pierwszy! Jeden z żołnierzy zabił go uderzeniem pięści.
Kiedy króliki był już zabity, odarła go ze skóry, ale widok krwi, której dotykała i która pokrywała jej ręce, krwi ciepłej, która w palcach jej stygła i krzepła, wstrząsnął ją dreszczem od stóp do głowy. Widziała wciąż swojego syna, rozciętego na dwoje, całego czerwonego, jak to zwierzę jeszcze dyszące.
Siadła z prusakami do stołu, ale nie mogła jeść, ani jednego kęsa przełknąć nie zdołała. Oni pochłaniali królika, nie zważając na nią. Stara spoglądała na nich zboku, nie mówiąc słowa.
W głowie jej dojrzewała jakaś myśl, ale twarz miała tak obojętną, że oni nic nie zauważyli.
Wtem ozwała się:
— Patrzcie, nie wiem nawet, jak się nazywacie, a już miesiąc mieszkamy razem.
Nie bez trudu zrozumieli, o co jej chodzi, i wymienili swe nazwiska.
To jej nie wystarczało; kazała je sobie napisać z adresem rodziców każdego z żołnierzy i, włożywszy okulary na swój duży nos, oglądała to pismo obce, poczem zwinęła kartkę i włożyła do kieszeni obok listu, który oznajmił jej śmierć syna.
Po jedzeniu rzekła do nich:
— Idę teraz przyrządzić wam posłanie.
I jęła znosić siano do stodoły, gdzie sypiali. Dziwili się temu zajęciu, ale ona wytłumaczyła, że nie będzie im w nocy tak zimno. Sami więc jej pomagali. Naznosili snopów aż pod dach słomiany i w ten sposób utworzyli sobie rodzaj dużego pokoju, ciepłego i wonnego, w którym będzie się im spać cudownie.
Przy obiedzie jeden z nich zaniepokoił się, widząc, że gospodyni ich nic nie je. Utrzymywała, że