Przejdź do zawartości

Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

strachu, należąc do tej samej rasy, co mąż i syn. Tęga stara baba, wysoka i chuda, nie skora do śmiechu, ni do żartów. Zresztą kobiety wiejskie nie śmieją się wcale. To należy do mężczyzn.
Mają one duszę smutną i ograniczoną, wiodąc żywot ponury i bez promieni. Wieśniak nabiera nieco hałaśliwej wesołości w karczmie, ale towarzyszka jego pozostaje poważną, o fizjonomji niezmiennie surowej. Mięśnie jej twarzy na znają wcale skurczów śmiechu, Matka Dzika prowadziła dalej zwykły swój żywot w chałupie, którą niebawem pokryły śniegi.
Raz na tydzień szła na wieś po chleb i mięso, poczem wracała do swojej szopy. Ponieważ mówiono o pojawieniu się wilków, więc wychodząc brała z sobą starą zardzewiałą strzelbę syna i zarzucała ją na plecy. Ciekawie wyglądała ta wielka kobieta, nieco zgarbiona, sunąca szerokiemi krokami po śniegu. Z za czarnego czepca, wiążącego jej ukryte blond włosy, wystawała lufa strzelby.
Pewnego dnia przybyli prusacy, Rozkwaterowano ich u mieszkańców, stosownie do majątku i środków każdego. Starej, którą uważano za bogatą, dostało się w udziale czterech.
Byli to tędzy chłopcy o jasnej cerze, jasnych brodach i niebieskich oczach: wszyscy zachowywali się dobrodusznie, pomimo że byli w kraju podbitym. Mieszkając u starej kobiety, okazywali jej niezmiernie wiele uprzejmości, oszczędzając jej o ile się dało wydatków i trudu. Można było widzieć, jak rano w ostry dzień zimowy, stojąc w śniegu, myli się przy studni, oblewając pełnemi strumieniami swoje różowe białe ciało ludzi północy, gdy gospodyni przyrządzała im zupę. Następnie widziano ich, jak sprzątali kuchnię, szorowali podłogę, rąbali drzewo, obie-