mówili. Jeśli omnibus był pełny, Franciszek ustępował jej miejsca i wchodził na wierzch, chociaż go to do rozpaczy doprowadzało. Teraz witała go już uśmiechem, a chociaż spuszczała zawsze oczy pod jego palącym wzrokiem, widocznie wszakże nie gniewało ją to wpatrywanie się natarczywe.
Wkońcu zaczęli z sobą rozmawiać i odraza powstała między nimi Zażyłość, trwająca codzień pół godziny. Dla niego te pół godziny było najcudniejszem w życiu spędzeniem czasu. Przez resztę dnia, wśród zajęć biurowych, myślał tylko o niej, jej obraz ścigał go bezustanku, prześladował, pochłaniał najzupełniej, jak obraz gorąco ukochanej kobiety. Zdawało mu się, że posiadanie tej małej osóbki byłoby dla niego szczęściem nieopisanem, przechodzącem możliwość rzeczywistości.
Teraz już podawała mu rękę na dzieńdobry, a on do wieczora był pod wrażeniem dotknięcia jej drobnych paluszków; wrażenie to było tak silne, że czuł jakby dreszcze, jakby prądy elektryczne, przebiegające po jego ciele.
Całe jego życie skupiało się w owem półgodzinnem z nią obcowaniu. Niedziele wydawały mu się straszne.
Prawdopodobnie i ona go kochała, bo jednej soboty, na wiosnę, zgodziła się pojechać z nim nazajutrz, na śniadanie do Maison Latfitte.
∗ ∗ ∗ |
Pierwsza przybyła na dworzec, Zdziwił się, ujrzawszy ją tak wcześnie, ale ona rzekła:
— Przed wyjazdem pragnęłabym, z panem, pomówić. Mamy jeszcze dwadzieścia minut — więcej niż potrzeba.