rając srebrne klejnoty, porzucone przez uciekających.
Właśnie kończyliśmy naszą ucztę, kiedy spostrzegłem na jednym wzgórku szczególniejszą gromadę. Były to kobiety, same tylko kobiety. Zbliżały się ku nam, biegnąc. Pokazałem je Mohammedowi.
— To nasze wety — rzekł z uśmiechem.
Ach! tak, piękne wety!
Biegły jak opętane i wkrótce zarzuciły nas kamieniami, które ciskały, nie zatrzymując się w biegu, prócz tego uzbrojone w noże, w pale, wyciągnięte z namiotów i stare kuchenne naczynia.
Mohammed krzyknął: Na koń! W samą porę wydał ten rozkaz, gdyż atak był wściekły. Kobiety napadły na nas w celu oswobodzenia więźniów i chciały przeciąć sznur. Turek zrozumiał niebezpieczeństwo, białka zaszły mu krwią i ryknął: — Rąbcie! A kiedyśmy stali, nie wiedząc sami, co robić wobec tego rodzaju walki i nie chcąc zabijać kobiet, rzucił się na nacierającą gromadę.
Sam uderzył na ten bataljon kobiet w łachmanach i łotr rąbał — rąbał, jak opętany z taką zaciętością i zaciekłością, że za każdem podniesieniem szabli padała jedna biała postać.
Był taki straszny, że kobiety, przerażone uciekły równie szybko, jak przybiegły, zostawiwszy na placu dwanaście zabitych i rannych.
Mohammed z twarzą wzburzoną zwrócił się ku nam, powtarzając:
— Wynośmy się chłopcy, wynośmy, bo zaraz wrócą.
I zabraliśmy się do odwrotu, prowadząc naszych więźniów powoli, by ich nie podusić.
Nazajutrz biła właśnie dwunasta w południe, kiedyśmy wjeżdżali do Bogharu z naszym łańcu-
Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/29
Wygląd
Ta strona została przepisana.