— Nie potrzebuję się przed tobą tłumaczyć — odpowiedział aga głosem donośnym.
Koło nas wzbierała groźna burza. Arabowie przybiegali ze wszystkich stron, naciskali nas, otaczali, złorzeczyli.
Podobni byli do ptaków drapieżnych — każdy z zagiętym nosem, chudą twarzą, wystającemi kośćmi i rozwianem odzieniem.
Mohammed w turbanie nabakier uśmiechnął się, a po jego mięsistych, zwisłych i pomarszczonych policzkach przemykał dreszcz rozkoszy.
— Śmierć zabójcy! — ryknął grzmiącym, zagłuszającym krzyki głosem.
Skierował rewolwer ku brunatnej twarzy agi. Zobaczyłem cokolwiek dymu, wychodzącego z lufy, potem krew broczącą z jego czoła. Padł nawznak, jakby rażony piorunem, rozpościerając ramiona, z których, na podobieństwo skrzydeł, spadały lekkie fałdy burnusa.
Powstał hałas nieopisany. Byłem pewny, że już ostatni dzień mój nadszedł.
Mohammed wyjął szablę; zrobiliśmy to samo. Usuwając młynkiem zbytecznie go naciskających arabów, wołał:
— Życie tym, co się poddadzą, reszcie śmierć!
I chwytając swoją herkulesową dłonią najbliżej stojącego, posadził go na siodle, skrępował mu ręce i rzekł do nas:
— Róbcie, jak ja, a opierających się rżnijcie!
W pięć minut pochwyciliśmy dwudziestu arabów, których silnie związaliśmy za ręce. Następnie ścigaliśmy uciekających, gdyż na widok gołych szabel wszystko pierzchało w popłochu, Schwytaliśmy jeszcze trzydziestu. Kobiety, jak białe widma, biegały po całej dolinie, trzymając dzieci za ręce i wy-
Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/27
Wygląd
Ta strona została przepisana.