miu. Tylko w siedmiu. Moi towarzysze, z powołania rabusie i rozbójnicy, włócząc się i awanturując po całym świecie, wkońcu zaciągnęli się do wojska. Nasza armja afrykańska była pełna podobnych wyrzutków, będących poza tem doskonałymi żołnierzami.
Mohammed dał każdemu z nas po dwanaście sznurków, mających około metra długości. Mnie zaś, jako najmłodszemu i najlżejszemu, został się jeszcze sznur sto metrów długi. Kiedyśmy pytali naszego dowódcę, co będzie robił z tak znacznym zapasem konopi, odpowiedział spokojnie:
— Będę łowił arabów.
I mrugał okiem złośliwie, czego się nauczył od jednego strzelca afrykańskiego, paryżanina.
Jechał na czele naszej gromadki w czerwonym turbanie i od czasu do czasu uśmiechał się do siebie z zadowoleniem.
Ten ogromny turek był istotnie piękny ze swoim potężnym brzuchem, olbrzymiemi ramionami i spokojem w twarzy. Siedział na białym, średniej wielkości, ale silnym koniu, który zdawał się dziesięćkroć przynajmniej za małym dla swego jeźdźca.
Wyjechaliśmy na niewielką płaszczyznę kamienistą, żółtą, nagą, prowadzącą do doliny Szelif i rozmawialiśmy o naszej wyprawie. Było tu słychać różnorodne akcenty, gdyż mieliśmy między sobą: jednego1 hiszpana, dwóch greków, jednego amerykanina i trzech francuzów. Co zaś do Mohammeda Fripouilla, ten szeplenił w sposób nieznośny.
Słońce, straszne słońce południa, jakiego nie znają po drugiej stronie morza Śródziemnego, paliło nas w plecy i Jechaliśmy stępa według miejscowego zwyczaju.
Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/25
Wygląd
Ta strona została przepisana.