— Ach! tak, opowiem ci zabawne zdarzenie z pierwszych czasów mego pobytu w Algerze, Mieliśmy w naszej armji typy niezwykłe, jakich się dziś już nie widzi i jakich już niema, typy, któreby cię zajęły do tego stopnia, że, patrząc na nie, pragnąłbyś spędzić całe życie w tym kraju.
Byłem prostym spahem, dwudziestoletnim blondynem, zwinnym, silnym, zawadjackim, jak przystało na algerskiego żołnierza. Przyłączono mnie do wojennego oddziału w Bogharze, Znasz Boghar, zwany Gangiem południa, widziałeś z wierzchołka portu początek tej krainy nagiej, kamienistej, popękanej i czerwonej. Jest to przedsionek pustyni, Wspaniała i paląca granica niezmierzonych przestrzeni żółtych piasków.
Było nas w Bogharze czterdziestu spahów i stanowiliśmy tak zwaną kompanję wesołych, oprócz tego znajdował się szwadron strzelców afrykańskich. Jednego dnia doniesiono nam, że pokolenie Uled-Berghi zamordowało podróżującego anglika, który, licho wie, jakim sposobem tam się dostał. Trzeba było wymierzyć sprawiedliwość za tę zbrodnię, popełnioną na europejczyku, ale naczelny dowódca wahał się z wysłaniem całego oddziału, będąc zdania — i słusznie — że jeden anglik nie wart tyle zachodu.
Otóż kiedy o tem rozmawiał z kapitanem i porucznikiem, wachmistrz spahów, czekający z raportem, odezwał się, że jeśli mu dadzą sześciu ludzi, to on ukarze całe pokolenie.
W pustyni, jak wiesz, panuje nierównie większa swoboda, niż w granicznych miastach, i pomiędzy oficerem, a żołnierzem wywiązuje nieznane gdzie indziej koleżeństwo.
— Kapitan począł się śmiać.
Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/23
Wygląd
Ta strona została przepisana.