Przejdź do zawartości

Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

Wyciągnęliśmy się na matach, głowy oparliśmy na poduszkach i, zwolna popijając doskonałą kawę, patrzyliśmy na ciemne sklepienie, zasiane niewielką jeszcze ilością gwiazd.
Lekki, ciepły, rozkoszny wietrzyk przejmował mile cały nasz organizm i tylko czasem, duszący, ciężki, prawdziwie afrykański powiew przypominał nam bliskie sąsiedztwo pustyni. Kapitan, leżąc nawznak, mówił rozmarzony:
— Co za kraj! Jak słodko płynie w nim życie! Wszak nawet spoczynek ma tutaj coś odrębnego i zachwycającego. A noce, jak usposabiają do marzeń!
Ja, zapatrzony ciągle w świeżo ukazujące się gwiazdy i doznając uczucia jakiejś dziwnej szczęśliwości, szepnąłem:
— Mógłbyś mi opowiedzieć jakiś okres swojego życia w tej części świata.
Kapitan Manet był jednym z najdawniejszych żołnierzy armji afrykańskiej, dawniejszym spahem, który dobił stopnia dzielnością swego oręża. Dzięki jemu, jego przyjaźni, jego stosunkom, mogłem odbyć pyszną podróż po pustyni i dziś właśnie przyszedłem, by mu przed powrotem do Francji wyrazić swoją wdzięczność.
— Jakiego rodzaju opowieści chcesz ode mnie? — spytał. — Podczas dwunastoletniej mojej bytności na gorących piaskach Afryki spotkało mnie tyle niezwykłych wydarzeń, że już o wszystkich zapomniałem.
— Powiedz mi co o kobietach arabskich — odparłem.
Nic nie odrzekł. Leżał wyciągnięty z rękami pod głową; chwilami czułem woń jego cygara, którego dym wśród tej cichej nocy unosił się prosto w górę.
Nagle zaczął się śmiać.