mo wszystko byłem ostatecznie jeszcze zdolnym ich ukochać. Dwa lata temu, jak to1 już mówiłem, ten człowiek, mój ojciec, wszedł do mnie po raz pierwszy, Nie miałem wówczas żadnych podejrzeń. Zamówił u mnie dwa jakieś sprzęty. Dowiedziałem się później, że wypytywał o mnie proboszcza, naturalnie, w największej tajemnicy. Zachodził do mnie często, dawał mi robotę i płacił dobrze. Czasami nawet rozmawiał o tem lub owem. Ja także czułem do niego sympatję. Na początku tego roku przyprowadził swą żonę, a moją matkę, Kiedy weszła, drżała tak silnie, że zdawało mi się, iż cierpi na jakąś chorobę nerwową. Poprosiła o krzesło i szklankę wody, Nie mówiła nic; patrzyła na meble wzrokiem obłąkanym i odpowiadała tylko: tak i nie, często niewłaściwie, na wszystkie pytania, jakie jej zadawałem. Następnego miesiąca znowu przyszła do mnie. Była spokojna, panią siebie. Tym razem bawili dosyć długo, rozmawiali i zrobili duże zamówienie. Widziałem ją jeszcze trzy razy, niczego się nie domyślając. Ale oto jednego dnia zaczęła mi mówić o mojem życiu, dzieciństwie, rodzicach. Odpowiedziałem jej; moi rodzice byli nikczemni, gdyż mnie opuścili. Wtedy ręką przycisnęła serce i padła bez zmysłów. Pomyślałem zaraz; to moja matka, ale starałem się nie dać tego po sobie poznać. Chciałem, żeby tu jeszcze raz przyszła. I ja się także trochę poinformowałem. Dowiedziałem się, że się pobrali dopiero zeszłego lipca, i że moja matka była poprzednio wdową od trzech lat. Szeptano też, że się kochali za życia pierwszego męża, ale nie było na to żadnego dowodu. Ja to byłem owym dowodem, dowodem, który ukrywano z początku, mając nadzieję zniszczyć go w przyszłości. Czekałem. Zjawiła się pewnego wieczoru w towarzystwie mego
Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/15
Wygląd