przytomności. Hrabia i Carré-Lamadon śmieli się do łez; nie mogli poprostu uwierzyć...
— Jakto! Jesteś pan pewny? On chciał...
— Powiadam państwu, że widziałem na własne oczy.
— A ona odmówiła...
— Ponieważ prusak był w sąsiednim pokoju.
— Niemożliwe!
— Ależ przysięgam...
Hrabia dusi się od śmiechu. Fabrykant oburącz trzymał się za brzuch. Loiseau kończył:
— Nic dziwnego, że dziś wieczór nie może mu się ona podobać.
I wszyscy trzej znów się poczęli zanosić od śmiechu.
Ostatecznie trzeba się było rozejść. Pani Loiseau jednak, trochę jadowita w języku, kładąc się już do łóżka, nie zapomniała zwrócić mężowi uwagę, jak „ta dzierlatka“, ta mała Carré-Lamadon cierpko się uśmiechała przez cały wieczór.
— Bo wiesz, jak taka baba warjuje za mundurem, to jej już wszystko jedno, francuz czy prusak. Pożal się Boże, co za ohyda!
Przez całą noc w mroku korytarza słychać było jakby szelesty, lekkie szmery, zaledwie dosłyszalne, raczej podmuchy, stąpanie bosych nóg, od czasu do czasu trzaskanie podłogi. Widocznie działał szampan, mający podobno zakłócać sen.
Nazajutrz rano, śnieg skąpany w jasnem słońcu zimowem, oślepiał wprost swoją białością. Dyliżans, zaprzężony nareszcie, czekał przed domem, a cały rój gołębi w puszystem białem upierzeniu, o czerwonych oczkach z czarną plamką w pośrodku, dreptał poważnie u nóg sześciu koni, szukając pożywienia w dymiącym nawozie zwierząt.
Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/142
Wygląd
Ta strona została przepisana.