Przejdź do zawartości

Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

na nowo. Wówczas nadstawił uszu i obydwu rękoma dając znaki, by zamilkli, wzniósł oczy ku powale, ponownie zaczął nadsłuchiwać, poczem zwykłym już głosem oświadczył:
— Uspokójcie się państwo, wszystko dobrze
W pierwszej chwili nie chciano zrozumieć, lecz szybko przemknął po twarzach uśmiech porozumienia.
Po upływie kwadransa Loiseau rozpoczął tę samą komedję, powtarzając ją kilkakrotnie w ciągu wieczora; udawał, iż rozmawia z kimś na piętrze, tuż nad ich głowami i udziela mu rad bardzo dwuznacznych, zaprawionych istotnie dowcipem komiwojażera. Chwilami przybierał smutną minę, wzdychając: Biedaczka! to znów z wyrazem wściekłości mruczał przez zęby: Gałganie pruski, odstąp!
Co parę chwil, gdy zdawano się o tem zapominać, wykrzykiwał głosem drżącym: Dość już! dość! i ciszej, jakby mówiąc do siebie samego, dodawał: Czy ją wogóle jeszcze ujrzymy; oby ją tylko na śmierć nie zamęczył, ten nędznik!
Grube te żarty bawiły towarzystwo i nikt nie czuł się jakoś dotkniętym, bo i wrażliwość jak wszystko inne zależną jest od otoczenia, a atmosfera, jaka się tu stopniowo wytworzyła, była naładowana drastycznością.
Przy deserze zaczęły nawet panie czynić dowcipne aluzje. Oczy błyszczały; wypito wiele przy tym obiedzie. Hrabia, który nawet w podnieceniu umiał zachować pozory godności, zrobił porównanie, przyjęte bardzo gorąco, o przenocowaniu na północnym biegunie i radości rozbitków, przed którymi otwiera się droga na południe.
Loiseau, pełen werwy, zerwał się z szampanem w ręku i krzyknął: