— Śmiem najuprzejmiej zwrócić uwagę, że pański główno-dowodzący jenerał pozwolił nam wyjechać do Dieppe; a sądzę, że nie uczyniliśmy nic takiego, co mogłoby spowodować zakaz tak surowy.
— Nie chcę... oto wszystko... Panowie mogą już odejść.
Wszyscy trzej skłonili się i wyszli.
Popołudnie spędzono w przygnębieniu. Nie rozumiejąc absolutnie kaprysu niemca, czyniono przypuszczenia najbardziej niepokojące. Wszyscy zostali w kuchni, bezustannie omawiając tę samą sprawę i wpadając na pomysły coraz bardziej nieprawdopodobne. Może chciano ich zatrzymać jako zakładników? w jakim jednak celu. A może postanowiono ich uwięzić, lub żądać wysokiego okupu? Ta myśl przejmowała ich trwogą paniczną. Najbogatsi byli najbardziej przerażeni i w myśli widzieli już, jak w obronie życia muszą pchać wory złota w ręce tego bezczelnego żołdaka. Łamali sobie głowy nad wyszukaniem odpowiednich wykrętów, aby tylko zataić bogactwa i podać się za ludzi biednych, bardzo biednych. Loiseau odpiął łańcuszek od zegarka i schował go do kieszeni. Zapadający mrok spotęgował ich obawy. Zapalono lampę, a ponieważ do obiadu mieli jeszcze dwie godziny, pani Loiseau zaproponowała partję trente et un. Trzeba się przecież jakoś rozerwać. Nawet Cordunet, odłożywszy z grzeczności swą fajkę, wziął udział w grze.
Hrabia pomieszał karty — rozdał i oto> Kulka łojowa odrazu miała trzydzieści jeden. Niebawem gra tak zajęła umysły, że zapomniano o niedawnych obawach. Cordunet jednak zauważył, że małżeństwo Loiseau zaczyna szachrować.
Siadano właśnie do stołu, gdy zjawił się pan Follenvie i zaflegmionym swym głosem obwieścił:
Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/127
Wygląd
Ta strona została przepisana.