Przejdź do zawartości

Strona:PL G de Maupassant Ojcobójca.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

wszystkiem zwracała się do hrabiny, uszczęśliwiona, że może rozmawiać z arystokratką.
Po chwili zniżyła głos, przechodząc do kwestyj drażliwych, a mąż, przerywając jej od czasu do czasu, powtarzał:
— Wołałabyś milczeć, pani Follenvie.
Ona jednak, nie zwracając na niego uwagi mówiła dalej:
— Tak, pani hrabino, toż oni nic nie jedzą, tylko wieprzowinę z kartoflami i kartofle z wieprzowiną. Gdyby przynajmniej byli czyści. Broń Boże! Zapaskudzają, z przeproszeniem, wszystko, czego tylko tkną. A dopiero popatrzeć na nich, jak ćwiczą, całemi godzinami i dniami; wszyscy gromadzą się na polu i dalej-że naprzód, w tył, w prawo, w lewo. Gdyby przynajmniej uprawiali ziemię w swym kraju lub pracowali na ulicy! Gdzież tam! Powiadam jaśnie pani, że żołnierze to poprostu darmozjady, a biedacy muszą ich żywić, aby się nauczyli dobrze mordować! Ja jestem, coprawda, starą kobietą bez wykształcenia, ale gdy tak na nich patrzę, jak się męczą i dreptają od rana do wieczora, to muszę sobie zadawać pytanie: Tylu jest ludzi, pracujących nad użytecznemi wynalazkami, czyż muszą być i tacy, co dręczą siebie samych, by szkodzić innym? Bo czyż to nie podłość zabijać ludzi, bez względu na to, czy są prusakami, anglikami, polakami, czy francuzami? Jeśli się człowiek mści za swą krzywdę, to się nazywa występkiem, za który wymierzają karę, ale jak się naszych synów wystrzeliwa jak leśną zwierzynę, to uważają to za zasługę i ordery dają tym, co najwięcej krwi przelali! Nie, tego ja już nie zrozumię nigdy w życiu!
Zabrał głos Cordunet:
— Wojna jest barbarzyństwem, gdy się napada