Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/258

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Czary są w niej, zarówno jak w Dicku — mówił Colin. — I one nasuwają jej pomysły dobre, jak robić rzeczy ładne. Ona stanowczo czaruje. Powiedz matce, Dicku, że jesteśmy jej wdzięczni, ogromnie wdzięczni!
Colin lubił używać wyrażeń, jak dorośli. Miał w tem pewne upodobanie. A miał je do tego stopnia, że chciał się jeszcze lepiej wyrazić.
— Powiedz matce, że wzruszeni jesteśmy jej dobrocią i niewymownie wdzięczni.
Potem zaś, zapominając o swej powadze, dopadł do baniek i począł opychać się bułeczkami i mleko pił chciwie wielkiemi łykami, poprostu, jakby robił każdy mały, głodny chłopczyk, który się wyhasał dowoli i wybiegał na świeżem powietrzu; a był już od dwóch godzin po śniadaniu.
To dało początek całemu szeregowi miłych wydarzeń. Przedewszystkiem odrazu doszli do przekonania, że pani Sowerby, zmuszona myśleć codzień o nakarmieniu czternastu istot, nie może żywić jeszcze ich dwoje bez uszczerbku dla siebie. Poprosili ją zatem, by na cel ten pozwoliła sobie przysyłać ich zaoszczędzone szylingi.
Dick uczynił nadzwyczajne odkrycie, a mianowicie, że w lesie — tam, gdzie go Mary po raz pierwszy ujrzała, przygrywającego zwierzątkom na fujarce — znajdowała się głęboka, a niewielka jama, z której mogliby zrobić doskonały piecyk i piec kartofle i jaja. Pieczone jaja były nieznanym a wykwintnym przysmakiem, zaś pieczone, ogromnie gorące kartofle z solą i świeżem masłem były potrawą godną króla lasów, pozatem można się było znakomicie niemi najeść. Mogli sobie nakupić jaj i kartofli, ile dusza raczyła, i najeść się za wszystkie czasy, a nie potrzebowali sobie wyrzucać, że krzywdzą kogokolwiek w domku na wrzosowisku.
Każdego pogodnego poranka mistyczne zgromadzenie odprawiało czary pod drzewem śliwkowem, którego balda-