Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ XVII.

NAPAD.


Mary wstała bardzo rano, dzień cały napracowała się w ogrodzie, więc była zmęczona i śpiąca; to też zaraz po kolacji położyła się do łóżka. Zasypiając, mruczała jeszcze do siebie:
— Jutro wyjdę znów przed śniadaniem i będę pracowała z Dickiem, a potem... potem pewnie jednak pójdę odwiedzić Colina.
Około północy zbudziły ją tak straszliwe wrzaski, że na równe nogi wyskoczyła z łóżka. Co to jest? Co to? Lecz domyśliła się zaraz — była pewna. Otwierano i zamykano drzwi, słychać było bieganinę w korytarzu, a ktoś płakał i krzyczał wniebogłosy.
— To Colin! — powiedziała sobie. — Ma znów napad, to, co pielęgniarka nazywa histerją. Jakież to wstrętne!
Słysząc teraz te szlochy i jęki, nie dziwiła się, że mu pozwalali na wszystko, byle tych wrzasków uniknąć. Zatkała uszy palcami. Było jej bardzo nieprzyjemnie, drżała.
— Co tu robić, co tu robić? — powtarzała. — Znieść tego nie mogę!
Przyszło jej na myśl, że możeby przestał krzyczeć, gdyby mogła do niego pójść, lecz potem przypomniała sobie, jak ją