Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Posłałem dzisiaj po ciebie, gdyż Sowerby powiedziała mi, że powinienem cię zobaczyć. Córka jej opowiadała jej o tobie. Ona uważa, że tobie trzeba świeżego powietrza, swobody i ruchu.
— Ona wie, czego dzieciom trzeba — rzekła znów Mary mimowoli.
— I powinna wiedzieć — rzekł pan Craven. — Zdawało mi się, że to trochę za śmiałe było zatrzymywać mnie na stepie, ale mi powiedziała, że pani Craven ją lubiła. — Zdawało się, że zbyt wiele go kosztuje wymówić imię zmarłej żony. — To porządna kobieta. Widzę teraz, że rozsądnie mówiła. Baw się w ogrodzie, ile tylko zechcesz. Park jest bardzo rozległy, możesz się bawić, gdzie i jak zechcesz.
Potem dodał, jakby nową myślą tknięty:
— Czy masz jeszcze jakie pragnienia? Chciałabyś zabawek, książek, lalek?
— Czy mogłabym, — rzekła, jąkając się, Mary — czy mogłabym dostać kawałeczek ziemi?
W zapale swym nie zdawała sobie sprawy, jak dziwnie zabrzmią te jej słowa, i że wcale nie to chciała powiedzieć. Pan Craven zdawał się wprost przestraszony.
— Ziemi kawałek? — powtórzył. — Co przez to rozumiesz?
— No, tak, żebym mogła siać i widzieć roślinki, jak rosną — jak się rozwijają i zaczynają żyć — mówiła Mary zająkliwie.
Popatrzył na nią i rękę przesunął po oczach.
— Czyż tak bardzo dbasz o ogródek? — wyrzekł zwolna.
— W Indjach tom nie dbała. Było mi wszystko jedno — odpowiedziała Mary. — Byłam zawsze chora i zmęczona, i było tam zawsze zbyt gorąco. Czasem robiłam sobie w pia-