Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ V.

KRZYK W KORYTARZU.


Z początku wszystkie dni były dla Mary Lennox podobne do siebie. Co rano budziła się w swoim pokoju, obwieszonym tkaninami, i zawsze spostrzegała przed kominkiem Martę, rozniecającą ogień; co rano zjadała śniadanie, ale ani odmiany żadnej, ani nic zabawnego w tem nie było. Po śniadaniu wyglądała oknem na rozległy step, który zdawał się ciągnąć w nieskończoność, a patrząc tak, przychodziła zwolna do wniosku, że jeśli nie wyjdzie na dwór, to będzie musiała siedzieć w pokoju i nic nie robić. To ją niewoliło do wyjścia. Nie wiedziała o tem, że nie mogła zrobić nic lepszego, nie wiedziała również, że w miarę, jak biegała po ścieżkach i alejach, krew szybciej poczynała krążyć w jej żyłach; a walka z wiatrem, wiejącym od strony stepu, siły jej wyrabiała. Biegała poto tylko, by się zagrzać, a niecierpiała wichru, który jej dął prosto w twarz i wył, i w biegu zatrzymywał, jak olbrzym jakiś niewidzialny. Ale owe podmuchy ostrego, świeżego powietrza płynącego z nad wrzosów, napełniały jej płuca czemś bardzo zbawiennem dla całej jej wątłej postaci, napędzały kolory na twarzyczkę i rozszerzały, i rozjaśniały jej smętne dawniej oczy.
Po kilku dniach, całkowicie niemal spędzonych na dwo-