Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Tajemniczy ogród.djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W tymże samym momencie usłyszała kroki w ogrodzie, a następnie na werandzie. Były to kroki męskie, i kilku mężczyzn weszło do domu, rozmawiając przyciszonym głosem. Nikt nie wyszedł na ich powitanie, nikt do nich nie przemówił, a oni zdawali się otwierać jedne drzwi po drugich i zaglądać do pokojów.
«Cóż za spustoszenie!» usłyszała Mary. «Ta śliczna, urocza kobieta! Sądzę, że i dziecko; bo słyszałem, że miała córeczkę, choć jej nigdy nikt nie widział».
Mry[1] stała w pośrodku swego pokoju, gdy w kilka minut później drzwi do niego się otwarły. Wyglądała na brzydką, niesforną dziewczynkę, drżała przytem z głodu i oburzenia, że o niej tak niegodziwie zapomniano. Pierwszym, który wszedł, był starszy oficer, którego Mary widziała niegdyś rozmawiającego z ojcem. Wyglądał na zmęczonego i wzruszonego, ale gdy spostrzegł Mary, tak się przeraził, że literalnie skoczył wstecz.
— Barneyu! — wykrzyknął. — Tutaj jest dziecko! Dziecko zupełnie samo! W takiem miejscu! Na miłość Boską, kto ona?
— Jestem Mary Lennox — rzekła dziewczynka, prostując się sztywno. Pomyślała sobie, iż ten pan jest bardzo niegrzeczny, że dom jej ojca nazywa «takiem miejscem!» — Zasnęłam, gdy wszyscy chorowali na cholerę, i właśnie teraz się obudziłam. Czemu nikt do mnie nie przychodzi?
— To jest to dziecko, którego nikt nigdy nie widział! — zawołał oficer, zwracając się do swych towarzyszy. — Zapomnieli o niej wszyscy!
— Dlaczego o mnie zapomnieli? — zapytała Mary, tupiąc nogami. — Czemu nikt nie przychodzi?!

Młody człowiek, którego nazwano Barneyem, spojrzał na nią z ogromnym smutkiem. Mary zdawało się nawet, że mu powieki zadrgały, jakby od łez.

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – Mary.