Strona:PL Frances Hodgson Burnett - Co się stało na pensyi.djvu/038

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w jednem gorąca, gorąca zupa, w innem pieczone kurczątka a jeszcze w innem torcik z galaretką malinową, a w innem trochę winogron; i dajmy na to, że niby to Emilka umie mówić i że możemy siedzieć sobie razem i jeść kolacyę, a potem rozmawiać i czytać; i dajmy na to jeszcze, że niby to w głębi stoi ciepłe, miękkie łóżeczko i że jak jesteśmy śpiące, możemy się położyć i spać, spać jak tylko długo nam się spodoba.
Zdawało się nieraz, że gdy tak przez pół godziny z rzędu wmawiała w siebie różne rzeczy, robiło jej się ciepło i wsuwała się do łóżeczka z Emilką i zasypiała z uśmiechem na ustach.
— Jakie ogromne, puszyste poduszki! — szeptała do siebie. — Jakie białe podpięcia i miękka miła kołderka! — I zapominała nawet, że jej prawdziwa poduszka zaledwie garść pierza w sobie miała, a kołdra cienka była i pełna dziur.
Innym znów razem wystawiała sobie, że »niby to« jest księżniczką i chodziła po domu z takim wyrazem twarzy, że