Strona:PL Felicyana przekład Pieśni Petrarki.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jej słowach, w których dźwięk mi śmierci dzwoni —
Spojrzeniu, którem myśl mą uśmiercono —
Cudem ja jeszcze żyję! Nawet pono
Żyćbym już nie mógł, gdybym zwątpił o niej —
I gdyby, z brzaskiem zorzy, w mej ustroni
Nie stała mi się w łasce swej wyśnioną...
O ty przeczysta schadzko z duchem ducha!
Jakże tam bacznie Laura skarg mych słucha,
I długich dziejów mojej męki srogiej!
W tem — gdy już dzionek nikły cień jej mroczy,
Tam, dokąd wszystkie znane są jej drogi,
Wraca, zmartwieniem łzawe mając oczy. —



Sonet 300.


Być może, Miłość słodką kiedyś była,
(Być może — nie wiem) — dziś to zaś, na świecie
Największa gorycz! Dobrze o tem wiecie
Wy coście przez nią ucierpieli siła.
Ta, którą niegdyś Bóg nam na to zsyła,
By wprędce w Niebo wziąść to Rajskie kwiecie,
Męką mi była w życiu swem — a przecię
Nie mniejszą męką jest mi jej mogiła!
Z nią dobro całe śmierć mi zła zabrała —
Ztąd duszy, która jej miłością pała,
Już ni nadzieja rzeźwi, ani chwała!
Bywało — niegdyś, poprzez łzy śpiewałem —
Dziś mi jęczenie jest śpiewaniem całem,
Łzy się zaś stały rozpaczliwym szałem! —



Sonet 301.


Miłość i boleść mocniej niż należy
Skusiła moją skarg niesytą mowę.
Żem śmiał bezmyślnie słowo rzec grzechowe
O tej, co świętą w grób zstąpiła świeży.
Gdyżby mi raczej cieszyć się najszczerzej,
Że w Niebie ta jest, którą moją zowę —
Gdzie Bóg już zgodził przez wyroki owe
Ją oraz Miłość — błogich dwóch szermierzy.
Tą ja pociechą słodzę sobie dolę,
I niż ją widzieć na tym klęsk padole,
Raczej żyć bez niej sam, i umrzeć wolę!