Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Więc, dziś czy jutro, ci, co z rąk twych wzięli,
Swój dług pod liczbą, w Jego Ręce spłacą.


335.

O człecze! Strzeż się, Mocny Boże,
Byś lekkowiernie o to dbał:
W czas jaki wziąć masz prac twych dział.
Bo wszystko stać się ma w swej porze —
I ten, kto nie chce, kiedy może,
Nie zdoła módz, gdy będzie chciał.


336.

Są ludzie, z których późne żale
Spadły, jak zwiędły liść w jesieni,
Tym, smutnych dusz nie rozpromieni
Jaskółki nawet powrót, ale
Nadzieję za to mają w dziale:
Że już nie będą zawiedzeni.


337.

Gdy ptak przelotny, gdzieś w bezdroży,
Chcąc siąść nim siły mu ustaną,
Gałązkę trafił nadłamaną.
Wcale go kruchość jej nie trwoży:
Bowiem on wie: że z Mocy Bożej,
Skrzydła mu, aby nie spadł, dano.