Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Chcą, byś wysłuchał skarg ich spowiedzi —
Bo nuż się kiedy rzecz taka stanie:
Że więc w biedaka łachmanie
Sam z Nieba Pan cię nawiedzi?


308.

Niezwrotną stratą człowiek zwie to,
Co Pan mu wziął. Lecz, wiedz nieboże:
Iż z dóbr twych zginąć nic nie może.
Ten wziął — Kto dawa. Kiedyś przeto,
U Niego, poza ziemską metą,
Odnajdziesz wszystko w swojej porze.


309.

Wolność z Wolą Nieba nas kojarzy.
Wzniosłe ducha tak z niej grają wzloty,
Jak woń z kadzielnicy szczerozłotej,
Godna Pańskich w Chwale Gwiazd ołtarzy.
Człek bezwolny — tak prawili starzy —
Przez pół tylko panem jest swej Cnoty.


310.

Z ustępstw na korzyść wspólnej doli,
Swobód się cennych skarbiec stawa.
Bo żadna, najgorętsza sprawa,
Tak społeczeństwa nie zespoli,