Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nogami naprzód tam wieziony,
Skąd się już nie powraca wcale.

Wtedy mi, schodząc w bok, na stronie,
Zarówno wielcy, jak i mali,
Będziecie grzecznie czapkowali.
Ale ja wam się nie odkłonię —
Bo będę miał złożone dłonie,
A wzrok utkwiony w jasnej dali.

Lecz, że uprzejmy człek wymienia
Za dobre słowo mowę błogą —
To, iżbym nie obraził kogo,
Wiedzcie: że ust mych ciche tchnienia
Każdemu szepną: — Do widzenia!
U krzyża — tam — tą samą drogą!
Bo tylko tak was żegnać mogą.


175.

Gdziebądź w świat cię chęć poniosła,
Bacz, by twoja dobra sława
Była, nie jak szabla rdzawa
Tępa lub też z pochwą zrosła —
Boś bojownik, co z rzemiosła
Zawsze, gdy go wezwą, stawa.