Strona:PL Faleński - Meandry (1904).djvu/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Powiem rzecz powszechnie znaną,
Więc gderliwością nie zgrzeszę:
— Po całonocnej uciesze,
Czyż raz przyszło smutne rano?


75.

Nam istnieć tylko w dobę pastuszą,
Z wietrznemi łąk młodzieńczyki.
Blask nas przynęca próchna i miki,
Pozory wabią, mamidła kuszą —
Bośmy, zaprawdę, ciałem i duszą,
Polne koniki.

Więc nie chodzimy, tylko tańczymy,
Wesołych dni przyjaciele —
Nie myśląc nic lub niewiele.
Aż gdy w nas dmuchną wichry ojczymy,
Aż gdy nas tchnienie macoszej zimy,
W liść poschły pokotem ściele,

To wtedy każdy gdzieś się przytula —
I tylko, wiecznie ci sami,
Choć nas już pozór nie mami,
Gdy, w spichrz swój, mrówka, skrzętna matula,
Pszczoła zaś idzie w miód swój do ula,
My — zostajemy za drzwiami.