Strona:PL Faleński-Meandry.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z sąsiadem łączy współsąsiada.
Gdzie wszyscy krzyczą, nikt nie słucha —
Wyjmijże sobie watę z ucha,
Bo każdy z was do siebie gada.


70.

Kapryśne losy, raz, pono
Coś i dla świni uczynią...
Wyryła w śmieciach pod skrzynią
Z pieniędzmi sakwę zgubioną.
Wtedy jej zaraz mówiono:
— Ach! Jaśnie Wielmożna Świnio!


71.

Któż zawiódł Gmino twe nadzieje?
Mówicie: — pisarz — to nasz złodziej! —
A on wam prawi jak najsłodziej:
— Wyście zaś moi dobrodzieje.
Ja orzę gęsią, piasek sieję,
I niemniej złoto mi się rodzi.


72.

Jakbyś skarby trząsł z rękawa,
Ludzie nieraz, Bóg wie, na co,
Swe dziedzictwa marnie tracą.
Ale to jest jasna sprawa —
Bo najłatwiej człek wydawa,
Czego sam nie zdobył pracą.


73.

Patrzcie na tego panicza —
Bogaczem czuć go o staje!
Wesołe ma obyczaje —
Zkąd bierze? — rzecz tajemnicza.
No — z przyjemnością pożycza,
Lecz tylko gwałtem oddaje.