Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/467

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ładowana była nawa, co nas do tej ziemi
Przygnała: on wraz ze mną wyruszył, by właśnie
Cierpieniom moim ulżyć. Jeśli on więc zgaśnie,
A ja mam kosztem jego ocaleć, by tobie
Przysługę tę wyświadczyć, spełnię grzech! Nie zrobię
Przenigdy, czego pragniesz! Temu daj do ręki
Te listy swe do Argos. On ci złoży dzięki
I sprawi się, jak trzeba... Mnie niech życie bierze
Kto zechce! Toć najbardziej druhów się przymierze
Pohańbia, jeśli jeden do przepaści strąca
Drugiego, aby siebie ocalić. Z tysiąca
On moim przyjacielem! Nie mniej-ci ja stoję
O jego drogie życie, niżeli o moje!

IFIGENIA.

O duszo przeszlachetna! Ze zacnego rodu
Pochodzisz! Przyjaciołom nie zrobię zawodu,
Prawdziwy ich przyjaciel! Oby w ten sam sposób
I ten chciał również myśleć, co mi z drogich osób
Przy życiu jeszcze został! Boć i ja mam brata,
Jakkolwiek go nie widzę. A więc twoja strata:
Ten z listem moim pójdzie, ty umrzesz, gdyż, zda się,
Naprawdę tego pragniesz w swej przyjaźni krasie.

ORESTES.

Któż będzie mnie zabijał? Któż ten mord wykona?

IFIGENIA.

Ja! Boża-m ja kapłanka, na to przeznaczona.

ORESTES.

O, urząd niewesoły, jak na młodą duszę!

IFIGENIA.

Konieczność mnie zniewala, ulegać jej muszę.