Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/454

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Jak, biedna, do lic ojca wyciągałam ręce,
Jak u nóg mu się wiłam, łkając: »Rodzicielu!
O nie wesołem dla mnieś pomyślał weselu,
O zgubie, nie o ślubie! A tam, gdy ja ginę,
Radośnie matka moja obchodzi godzinę
Zaślubin mych nieszczęsnych, argiwskie dziewczęta
Na cześć mą nucą hymny, fletniami wstrząśnięta
Królewska twa siedziba, a ja tu, nieboże,
Przez ciebie dziś umieram! Na Hadesu łoże,
A nie na ślub z Achillem, Pelejowym synem,
Twój rydwan mnie tu przywiózł! Ach! podstępnym czynem
Na krwawe mnie tu gody ściągnąłeś!!! Dziewczęce
Oblicze przysłoniwszy welonem, na ręce
Nie wzięłam ja braciszka, którego dziś ostry
Los zabrał już na wieki! Ust rodzonej siostry
Nie chciałam pocałować, jako że do domu
Peleja odchodziłam, z dziewczęcego sromu
Pieszczoty odłożywszy na później, boć przecie
Myślałam, że do Argos jeszcze nie raz w świecie
Zawitam! O mój biedny Oreście! Z wspaniałej,
Jeżeli już me żyjesz, wyzuto cię chwały
I sławy rodzicielskiej! Zgodzić się nie mogę
Na kruczki tej bogini, na dziwną jej drogę,
Bo jeśli jaki człowiek mordem dłoń swą zmaże,
Już ona go przed swoje nie puści ołtarze,
Ponieważ jest nieczysty, sama zaś jest rada
Ofiarom mężobójczym! Azali wypada
Przypuścić, iżby Leto, kochanka Zeusza,
Zrodziła takie bzdurstwo!.. I to mnie też zmusza
Nie wierzyć w oną ucztę Tantala! Któż powie,
Iż mogą w mięsie dzieciąt smakować bogowie?!
Nie! Tłum, do mordu skłonny, złe swoje zwyczaje