Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/297

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


HEKABE.

Ajaj! Bój jakiś wielki zsyłają mi nieba,
Narzekań, jęków pełen, a i łez nie próżny.
Albowiem nie umarłam, gdzie mi los był dłużny,
I Zeus mnie też nie zabił, owszem, żywi dalej,
Ażebym mogła widzieć, jak się na mnie wali
Nieszczęście jeszcze większe! Lecz jeśli do pana
Przemawiać może sługa, niewolą związana,
Nie w sposób, coby serce mu krwawił, lub duszę
Zasmucił, więc ja ciebie o to prosić muszę,
Byś milczał i wysłuchał mojego pytania.

ODYSSEUS.

Mów! Czasu-ć nikt nie skąpi, nikt ci nie zabrania.

HEKABE.

Czy wiesz, jak na prześpiegi stanąłeś w mym grodzie,
Przebrany za żebraka, i jak ci po brodzie
Łzy krwawą ciekły strugą? Pamiętasz to jeszcze?

ODYSSEUS.

Pamiętam, boć nie małe uczuwałem dreszcze.

HEKABE.

Poznała cię Helena, zdradziła mnie jednej.

ODYSSEUS.

Pamiętam o tem wszystkiem, byłem bardzo biedny.

HEKABE.

Pamiętasz, jak pokornie-ś chwytał mnie za nogi?

ODYSSEUS.

W twych sukniach ręce moje zamierały z trwogi.