Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/203

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przypuścić, by myślała ta dziewka bezbożna,
Że ujdzie z tego domu bez słusznej zapłaty
Za mord na władcy kraju? Lecz wiedzcie, nie na tej
Zależy mi! O dzieci mi idzie! Skrzywdzeni
Już wiedzą, co im czynić! Zemsta się rozpleni!
Ja po to li przybiegłem, aby jak najpewniej
Ocalić swoje dzieci, którym grożą krewni,
Pragnący się na matce pomścić za jej winę!

PRZODOWNICA CHÓRU.

Ach! Nie wiesz, w jak nieszczęsną jawisz się godzinę,
Jazonie! Nie te wówczas powiedziałbyś słowa.

JAZON.

Cóż dzieje się? Czyż zabić i mnie jest gotowa?

PRZODOWNICA CHÓRU.

Już dzieci twoje padły z macierzyńskiej ręki.

JAZON.

Co mówisz? Jak okrutne sprawiasz mi tu męki!

PRZODOWNICA CHÓRU.

Twe dzieci już nie żyją! To czynię-ć wiadomem.

JAZON.

A gdzież zamordowane? W domu czy za domem?

PRZODOWNICA CHÓRU.

Pałacu otwórz bramy, a zobaczysz zbrodnię.

JAZON.

Hej! służbo! Odsuń rygle! Nie myślę bezpłodnie
Stać tutaj! Chcę ich widzieć, zabitych okrutnie,
I pomścić ich! Hej! prędzej! Wysadzić te wrótnie!