Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czy litość cię nie powali,
Gdy błagać cię będzie twój syn?

Na scenę wchodzi
JAZON.

Wezwałaś mnie i jestem. Choć puściłaś wodze
Swym gniewom zapalczywym przeciw mnie, przychodzę
Wysłuchać, co mi jeszcze rzekną twoje usta.

MEDEA.

Jazonie! Ma poprzednia mowa była pusta,
Ty wybacz mi! A zresztą godzi się odemnie
I złość mą przyjąć chętnie, jeżeli wzajemnie
Tak dużo myśmy sobie świadczyli dobrego.
Ja chcę się upamiętać. Pytam się, dla czego
Mam szaleć, nędzna dziewka, przeciw tym, co szczerze
Życzliwi są mym losom? Skąd się złość ta bierze
Na władzcę tego kraju i na mego męża,
Co wszystkie swoje siły li dla mnie wytęża?
Co dzieciom moim dolę chcąc zgotować pewną,
Zamyśla dać im braci, żeniąc się z królewną?
Nie zbędęż ja się gniewu, gdy mnie szczęściem darzą
Bogowie? Po cóż chodzę z bolejącą twarzą?
Azali nie mam dzieci? I któż mi zostanie
Z przyjaciół, gdy się sama skażę na wygnanie?
To wszystko rozważywszy, widzę, jak bez celu
Był gniew mój i ma skarga! Teraz nie dość wielu
Nie mogę znać wyrazów, aby należycie
Pochwalić twe zamiary! Wiem: o naszym bycie
Myślałeś w tem małżeństwie! Więc czemuż ja raczej
Nie oddam się uciesze, miast ginąć z rozpaczy?
Przecz niema mnie przy łożu twej małżonki nowej?
Przecz stroić nie pomagam jej nadobnej głowy?