Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie! Niema takich kątów! Więc poczekać trzeba,
Aż jakiś schron bezpieczny ukażą mi nieba,
I chytrze a w milczeniu myśleć nad ich skonem!
Lecz jakiś los mnie pędzi! Z tętnem przyspieszonem
Pochwycę miecz i choćbym tutaj umrzeć miała,
Uprzątnę ich od razu, odważna, zuchwała!
O nie! Na tę królowę, którą z wszystkich bogów
Najwyżej czczę, na świętą strażniczkę mych progów
Domowych, na Hekatę! Nie będą się cieszyć
Ci wszyscy, co tak śmieli mnie tym smutkiem przeszyć!
Na gorycz ślub im zmienię, na cierpień bogactwo!
Nie wyjdzie im na dobre to powinowactwo,
Ta moja dziś ucieczka! A więc dalej! Dalej!
Medeo, wytęż wszystkie swe sztuki! Ze stali
Bądź dzisiaj: najstraszliwszych masz dokonać rzeczy!
Świadomaś swego bolu? Nie, ten pomiot człeczy,
Ten ród Syzyfijczyków i ten związek nowy
Nie będzie dzisiaj szydził z twojej biednej głowy,
Ty córko szlachetnego rodzica, ty plemię
Heliosa! Doświadczona-ś! Przytem, wyznać muszę,
Natura nam kobietom dała słabą duszę,
O cne gdy idzie sprawy, lecz chytrości wiele,
Przewrotne jeśli trzeba przeprowadzić cele.

CHÓR.

Wstecz dzisiaj płyną fale świętych rzek!
Wszystko się zmienia, prawdą stał się kłam,
O zdradach myśli przewrotny dziś człek —
Przysięgom już ufać nie można!
A że chwała mym udziałem dziś się stała,
Chwała zbożna,